Gdy wpisze się w wyszukiwarkę Google hasło „DPS Siedlce” wyskakuje strona Domu nad Stawami, a zaraz potem artykuł z „Tygodnika Siedleckiego”: „Mobbing i znęcanie psychiczne”.
- Informacja jest krótka i nie można się od razu doczytać, że chodziło o mobbing wobec pracowników, a nie pensjonariuszy – mówi Adam Kowalczuk, nowy dyrektor Domu Nad Stawami.
r e k l a m a
Martwi się tym. W domu jest sto miejsc, dziś jest dziewięćdziesięciu pensjonariuszy. Zazwyczaj na wolne miejsce w DPS czeka się w kolejce. Czy na placówkę padł cień podejrzeń i wątpliwości? Minęły już ponad trzy miesiące od chwili, gdy były dyrektor Janusz Ginter złożył rezygnację z pełnionej funkcji. Adam Kowalczuk ocenia, że to była dobra decyzja.
- To było ostre cięcie, które miało dobry wpływ na unormowanie zaognionej sytuacji. Dyrektor kierował się dobrem mieszkańców, jak podkreślał, ale wyszło to na dobre także pracownikom. Adam Kowalczuk nie zastanawiał się długo, gdy otrzymał od prezydenta Siedlec propozycję pracy w Domu nad Stawami. Od ośmiu lat pracował w MOPR, był tam zastępcą dyrektora. Atmosferę pracy chwali sobie ogromnie. - Stosunki międzyludzkie są tam rewelacyjne! Ale nadszedł taki moment, gdy poczułem wewnętrzne wypalenie. Codzienny kontakt z ludzką biedą, przemocą, problemami z alkoholem, często z postawą roszczeniową i nieprzyjazną... To bardzo człowieka spala. Dlatego nie zastanawiałem się długo nad odpowiedzią dla prezydenta. Potrzebowałem już nowego wyzwania. O konflikcie w siedleckim DPS było głośno na całą Polskę. Pierwsze, co po przyjściu do nowej pracy zobaczył, to fakt, że nie było tu strony wygranej czy przegranej.
- Nikt tu nie wyszedł bez szwanku. Ani pracownicy występujący przeciwko dyrektorowi Ginterowi, ani pracownicy popierający dyrektora. Akcję protestacyjną zainicjował związek zawodowy „Solidarność”. Zaraz po moim przyjściu inni pracownicy założyli nowy związek zawodowy. Dziś jest on liczniejszy od „Solidarności”.
Osią konfliktu była jedna z pracownic DPS, szefująca sekcji opiekunów.
To jej zarzucano mobbing, brak kultury i poszanowania dla pracy innych. Dziś pracuje jako terapeutka.
- Uważam, że panuje teraz wzajemna tolerancja. Nastroje się wyciszyły.. Adam Kowalczuk ma opinię człowieka kulturalnego, zrównoważonego i sprawiedliwego. Jest chyba właściwym człowiekiem na właściwym miejscu. Mozolnie odbudowuje ludzkie relacje i wizerunek placówki. - Mamy naprawdę wspaniały dom: komfortowe warunki, wykwalifikowanych opiekunów, dużo różnorodnych form aktywności. Staram się, aby mieszkańcy mieli większy wpływ na rodzaj wydarzeń w naszym domu. Dotychczas Wigilia odbywała się uroczyście o wiele wcześniej, przed świętami. Od tego roku wprowadzamy bardziej domowy zwyczaj: Wigilię będziemy obchodzić w Wigilię. Rodzinnie, spokojnie, tak jak wszystkie rodziny. Siedlecki DPS może się pochwalić swoistym sympatycznym rekordem. Jedna z pensjonariuszek będzie obchodzić w nowym roku 105 urodziny! Jej współlokatorka ma obecnie 101 lat. Panie czują się znakomicie. Adam Kowalczuk nie ukrywa, że przychodził do DPS z duszą na ramieniu. Wkraczał w silny, zaogniony konflikt, w którym wszyscy byli na swój sposób przegrani. - Pewną ulgą było to, że przyjęto mnie z ufnością. Ludzie byli tą konfliktową sytuacją bardzo zmęczeni. Jest już spokojniej, ale wiem, że potrzebujemy wzajemnie jeszcze dużo taktu i cierpliwości, aby przekonać się, że może być inaczej. Goście odwiedzający DPS są zawsze pod wielkim wrażeniem warunków, jakie mają w nim pensjonariusze: nowoczesny budynek, piękny hol z przeszkolonymi ścianami, podjazdy dla niepełnosprawnych, czyste pomieszczenia. Kilka miesięcy temu wisiały tu transparenty z hasłami, w których domagano się poszanowania ludzkiej godności, czego domagali się pracownicy od władz placówki. Tuż pod powierzchnią codziennych spraw czuło się nieustające wrzenie. Dziś jest spokojnie. Wydaje się, że wszystko wraca do normy.