| |
2008-02-20
„Rezerwat”, „Jestem legendą”, „Don Chichot”
Często narzekam na polskie filmy, ale chyba trudno się temu dziwić, bo naprawdę rzadko realizuje się u nas coś oryginalnego i pomysłowego. Najlepiej świadczy o tym fakt, że od wielu lat mało naszych filmów znalazło uznanie poza granicami Polski. Czyżbyśmy myśleli, że ewentualny Oscar za „Katyń” zatrze złe wrażenie? Na szczęście od czasu do czasu pojawia się polski film, wart szczególnej uwagi. Taki jest właśnie „Rezerwat” Łukasza Palkowskiego z rewelacyjną rolą Soni Bohosiewicz, dotychczas znanej głównie z występów w Kabarecie pod Wyrwigroszem. Akcja tej komedii toczy się na warszawskiej Pradze i opowiada o młodym fotografie, który, odkrywając całkowicie obcy mu świat specyficznej dzielnicy, zmienia swoje życie, poglądy i zyskuje zupełnie nowych przyjaciół. „Rezerwat” jest: świeży, dowcipny, sprawnie zrobiony i, gdy trzeba, wzruszający, jednym słowem to kino, jakiego u nas od lat brakuje. Z czystym sumieniem polecam. Sprawnie zrobiony, ale typowo po amerykańsku, jest także film science fiction o intrygującym tytule „Jestem legendą”. To ekranizacja bardzo znanej w Ameryce książki Richarda Mathesona z 1954 roku, opowiadającej o człowieku, który jako jedyny przetrwał żywy w Nowym Jorku po epidemii, spowodowanej tajemniczym wirusem. No prawie jedyny, bowiem na naszego odpornego na straszny wirus bohatera czyhają zmienieni w krwiożercze i działające w mroku nocy istoty zarażeni mieszkańcy miasta. Czy bohaterowi uda się znaleźć antidotum na działanie wirusa? dowiedzcie się sami w kinie. Film ogląda się nieźle i ogromna w tym zasługa grającego główną rolę Willa Smitha, który po raz kolejny udowadnia, że równie dobrze czuje się w konwencji zwariowanej komedii w rodzaju „Facetów w czerni”, jak i w bardzo mrocznym horrorze katastroficznym. No i wreszcie coś dla najmłodszych. Hiszpański animowany „Don Chichot” to oczywiście wariacja na temat słynnego błędnego rycerza, który w poszukiwaniu miłości walczył z wiatrakami. Dzieciom film pewnie się spodoba, ale opiekunom proponuję, by w tym czasie raczej poszli na kawę, bo „Don Chichot” niczym specjalnym nie zaskakuje. Ot, kolejny w miarę sprawny produkt animowany. Tyle że europejski i nawiązujący do wielkiej literatury. Na szczęście zmęczenie w kinie nam raczej nie grozi, bo film trwa tylko godzinę i 20 minut. Paweł Konopczyński
|