Tygodnik Siedlecki

ul. Armii Krajowej 11, 08-110 Siedlce
infolinia: 0801 125 957
baza firmarchiwumnadaj ogłoszeniequizkamerakontakt
TV Siedlce
almamater

Felietony
Ring wolny
 
Marek2010-03-10


Pracowaliśmy razem kilkanaście lat. Marek był wesoły, otwarty i – co zwracało uwagę – lgnący do ludzi. Nie było takich, których nie lubił, nie powtarzał plot krążących po pokojach, za co odpłacano mu na różne sposoby okazywaną sympatią.

Choć nasze drogi zawodowe kilka lat temu się rozeszły, ale często spotykaliśmy się na łąkach nad zalewem, gdzie Marek śmigał rowerem, a czasami, rozłożony na trawie rozmyślał „o Wiśle i przemyśle”, jak zwykł mawiać, gdy spotkawszy Go pytałem: „I o czym tak dumasz, chłopcze?”. To były chwile akuratne, by przysiadłszy obok, wymienić się poglądami, uwagami i przemyśleniami dotyczącymi przestrzeni zdarzeń rozpiętych pomiędzy „Wisłą” i „przemysłem”.

Marek chyba miał do mnie jakieś szczególne zaufanie, bo czasami dzielił się także swymi kłopotami, ale nie czynił tego z chęci wyżalenia się, lecz raczej skonsultowania pomysłów na rozwiązanie konkretnych życiowych opresji. Co ciekawe, a co teraz widzę wyraźnie, gwarząc nigdy nie nawiązywaliśmy do wspólnych lat pracy, nie wspominaliśmy, nie wymienialiśmy się wieściami, co u Romka, a co u Artura. Dla Marka przeszłość była zamkniętą kartą, na której już nic nie można było dopisać, czy poprawić; a skoro tak, to nie warto było się nią zajmować. On żył bieżącymi zdarzeniami i – głównie - przyszłością. Planował, spekulował i budował często bardzo „piętrowe” konstrukcje, na których wspierał pomysły na swoje życie. A miał ich mnóstwo i na prawie każdą okazję...

Kilka dni temu zadzwonił do mnie Tadeusz, kolega Marka i mój, pytając, czy nie odwiedziłbym Go w hospicjum. Zatkało mnie. Marek!? – taki żywotny, który omal nie zwalił mnie do wody przemykając obok jesienią rowerem – w hospicjum?! Przecież ciągle brzmi w moich uszach Jego radosne rżenie ze spłatanego mi figla...

Marek - ruchliwy, żywotny Marek – teraz leżał bezwolny i zdany na łaskę otoczenia. Przywitał mnie, jak zwykle serdecznie, ale dłoni nie uścisnął w dawny, mocny sposób. Był bardzo słaby. Nie ukrywam, że byłem mocno zakłopotany, bo zestawienie Jego obrazów z mej pamięci z Jego widokiem, poruszyło mną ogromnie. Toż od ostatniej pogaduszki, gdy skrzyżowały się szlaki naszych rowerowych przejażdżek, minęło ledwie pół roku! Teraz też gadaliśmy o przyszłości - bo jakiż inny był to nastrój i okoliczności!

Starał się rozruszać nieruchawe ramię, ćwiczył władne... W pewnym momencie spojrzał na mnie i powiedział: „Chcę żyć... Nawet jak roślinka, ale chcę żyć... Jak najdłużej”.
Milczałem – „kluchy” zapchały mi krtań...

Ponieważ wyjeżdżałem na kilka dni, umówiliśmy się na spotkanie w środę, za tydzień, ale w poniedziałek do Marka przyjechały anioły (jak nic na rowerach...) i zabrały go ze sobą...  

Boxer           
 
     
drukuj
     
« poprzedni
archiwum
następny »
szukaj


sondy

Czy to dobrze, że na drogach wewnętrznych, osiedlowych i parkingach przy supermarketach obowiązują te same zasady, co na drogach publicznych?








Czy podpisałabyś się pod rocznicowym hasłem Dziękuję za „Solidarność”








newsletter - codzienna porcja aktualności