Tygodnik Siedlecki

ul. Armii Krajowej 11, 08-110 Siedlce
infolinia: 0801 125 957
baza firmarchiwumnadaj ogłoszenieogłoszeniaquizkamerakontakt
TV Siedlce

Felietony
Artykuł drugiej potrzeby
 
Terlik2010-01-06

Ostatni raz spotkaliśmy się tuż po prasowej projekcji filmu „Likwidacja Ghetta Litzmannstadt” w NovymKinie Siedlce. Nawet nie było czasu, by wymienić wrażenia po tym wstrząsającym dokumencie. Śpieszyłem się do redakcji. – Cześć, panie redaktorze. – Cześć, panie fotoreporterze. Uścisk ręki. Pobiegłem. I to był ostatni raz. Gdybym wiedział… Wiem, to przerażająco banalne. Gdybym wiedział… Gdyby On wiedział. Gdyby wiedział, nie wsiadałby 29 grudnia do toyoty, nie jechał.

Więc to był ten ostatni raz: uścisk ręki przy najniższym rzędzie foteli w kinowej sali. Dużo trudniej będzie przypomnieć sobie, gdzie i kiedy się z Pawłem poznaliśmy. Bo jesienią 1998 r., gdy po raz pierwszy zjawiłem się w Węgrowie, już się znaliśmy. Tak to jest w reporterskim fachu. Wszyscy w okolicy się znają. Przynajmniej z widzenia - z wydarzeń, relacji, konferencji prasowych. Jesteśmy jedną konkurencyjną rodziną.
W 1998 r. Paweł Terlikowski był miejskim radnym. Pisząc relację, odnotowałem coś zbyt szczegółowo. Smakowity kąsek, który Paweł mruknął pod nosem, poza protokołem, podałem do druku. Miał potem pretensje. Ale w przerwie w holu WOK wyjaśnialiśmy sobie to nieporozumienie. Choć ja byłem przecież wysłannikiem czerwonej gazety, a On radnym AWS. Od tej mało ważnej w gruncie rzeczy scysji zakumplowaliśmy się lepiej. Choć nie na tyle, bym wiedział, że przyjaciele nazywali go „Terlikiem”.
Prawie za każdym razem widzieliśmy się w przelocie, w wiecznym ruchu, którym jest dziennikarska robota. Paweł z aparatem, ja z dyktafonem i długopisem. Na rynku w Węgrowie, na spotkaniu w Domu Gdańskim, na konferencji w Siedlcach. Gdy przyjeżdżał Oleksy albo Kaczyński…
Czasami mignął mi gdzieś w telewizorze, w stadzie innych reporterów, pędzących stołecznym korytarzem przed osobistością, politykiem, który tego dnia stał się akurat gwiazdą mediów. Paweł pochylony, z wycelowanym obiektywem. Czekający na właściwy moment. Taka robota.
Dłużej pogadać udawało się nam zwykle w Liwie. Wiecznie opóźniające się turniejowe inscenizacje sprawiały, że mogliśmy głębiej drążyć bieg wydarzeń, dni i lat. Byliśmy rówieśnikami. Znaczyło to tyle, że w 1980 mieliśmy lat kilkanaście. Liceum w latach 80. Pokoleniowe przeżycia łączą na dobre i na złe. A potem wolna Polska. Pokolenie szczęściarzy, można powiedzieć. Trochę zdziwionych, że rzeczywistość nie układa się tak sprawiedliwie, jak to powinno wynikać z piosenek Kaczmarskiego.
Nie mam pojęcia, jak wygląda dziennikarska śmierć. Być może jest to śmierć w pośpiechu. Zbyt szybko pędząca ciężarówka na drodze nr 637 pod Dobrem stała się w takim razie metaforą losu. Za szybko, nie z własnej winy… Patrząc prosto w oczy, gdy inni jadą pod prąd.
Wiadomo dokładnie, jak wygląda wiadomość o śmierci dziennikarza. Rodzima redakcja nie może dla nas nigdy zrobić zbyt wiele, ale dać dobre miejsce wśród newsów na nekrolog albo wzmiankę o śmierci – to zawsze. „Daniel Niezdropa, rzecznik prasowy Komendy Powiatowej Policji w Mińsku Mazowieckim potwierdził, że kierowcą, który zginął w wypadku, był Paweł Terlikowski.”
Bez szans na sprostowanie.
Dariusz Kuziak
 
     
drukuj
     
« poprzedni
archiwum
następny »
szukaj


sondy

Czy zespół parlamentarny Antoniego Macierewicza wyjaśni przyczynę katastrofy smoleńskiej?








Czy sprawowanie funkcji prezydenta miasta (burmistrza, wójta) powinno być ograniczone np. do 2 lub 3 kadencji?








newsletter - codzienna porcja aktualności